RODEO BEN – HISTORIA NIEZWYKŁA
Bernard Lichtenstein, biedny żydowski krawiec pochodzący z łódzkich Bałut, został praprojektantem wranglerów.
Urodził się w Łodzi przy ulicy Krótkiej, w rodzinie krawca. Jako dziecko zakochany był w przygodach Winnetou i Old Shatterhanda. Świat stworzony w powieściach Karola Maya rozbudził w małym Bernardzie marzenia o wolności, szczęściu i szukaniu miejsca, w którym wszystko zależy tylko od tego, czego się pragnie i jak bardzo chce się to osiągnąć. Bernard po śmierci ojca przejął jego zakład i jako człowiek kreatywny i przedsiębiorczy poczynił pierwszą, bodaj najważniejszą inwestycję w swoim życiu – zakupił nową szwajcarską maszynę do szycia. Niestety pomimo pracowitości świat, w jakim przyszło mu żyć, nie miał nic wspólnego z zasadami gospodarki wolnorynkowej. Bałuty to nie był rynek zbytu dla pomysłów Bernarda. Uważano go wręcz za dziwaka. Klientela była biedna. Bernard popadał w coraz większe długi. Pod koniec lat trzydziestych, gdy Europa pogrążała się w narodowym faszyzmie, a bieda łapała za kostki tych, którzy nie zdążyli przed nią uciec za ocean, Bernard Lichtenstein spakował rodzinę, sprzedał dobytek i transatlantykiem SS „Kościuszko” popłynął – obierając za kierunek Amerykę, kraj marzeń, wolności, dostatku i bezpieczeństwa. Jedyną rzeczą, którą zabrał, była maszyna do szycia. Bernard z rodziną trafił ostatecznie do Filadelfii, mekki przemysłu tekstylnego, i zaczął używać nowego, łatwiejszego do wymówienia po angielsku imienia – Ben.
Porozmawiajmy o jeansach i wolności
Dyktatorzy nie noszą jeansów! Świat wolności to świat jeansu.
Poznajcie Rodeo Bena – Bernarda Lichtensteina – łodzianina, który uciekając przed systemem totalitarnym trafił do kraju, gdzie była wolność i możliwość rozwoju, gdzie mógł zrealizować „american dream”.
Rozmawiamy o tym, jak jeansy towarzyszą nam do dziś od chwili ich powstania i jak symboliczną rolę odgrywają w popkulturze.
Bądźcie z nami! Może Wy jesteście tymi, którzy tworzą i rozwijają się, ponieważ mogą żyć w świecie wolnym, także wolnym gospodarczo czyli w warunkach liberalizmu.






KULTURA JEANSÓW
Kultura i jeansy. Można pomyśleć, że związku pomiędzy nimi nie ma żadnego… A jednak. Jeansy to nie tylko codzienne, zwyczajne ubranie. To symbol. Jak go czytać? Historia jeansów sięga początków gorączki złota w USA. Czasu, kiedy przybysze z Europy szukali nowego, lepszego życia w świecie, w którym można zacząć od początku, w którym każdy, kto ma pomysł na siebie i na swój rozwój, może rzeczywiście go zrealizować. Nowy świat dawał szansę dla tych, którzy w swoich starych krajach byli tak zaszufladkowani i pozbawieni perspektyw, że ich życie było w większości jedynie wegetacją.
Jeans is business
Czy można powiedzieć, ze klasyczne ubrania robotnicze stały się siłą wspierającą działalność gospodarczą? Zdecydowanie tak! Jeansy to nie zwykły produkt tekstylny, nie zwykłe ubranie. Niosą one za sobą pewną filozofię, deklarację, manifestację. Jednocześnie noszą je wszyscy – z lewa i z prawa, modni i nie. Jeansów nie noszą tylko dyktatorzy. Jeansy to wszechstronne i trwałe ubranie robocze, które stało się symbolem swobody i niezależności w modzie. Mogą być ubraniem codziennym, ale też produktem luksusowym, zaprojektowanym przez wiodących projektantów, takich jak Alexander McQueen, Gianni Versace, Armani, Isabel Marant, Calvin Klein czy Victorię Beckham. Jeansy mogą występować w teatralnych wersjach inspirowanych gotykiem czy epoką wiktoriańską, jak u Alexandra McQueena, ale też być proste i syntetyczne, jak u Calvina Kleina.
Dżinsy w PRL
Dyktatorzy nie noszą dżinsów. Szczególnie dyktatorzy wyznający ideologię komunistyczną. Siermiężne garnitury „krajowej” produkcji albo mundury to obowiązkowy strój tych dygnitarzy. Żelazna kurtyna podzieliła bowiem świat nie tylko politycznie, lecz także kulturowo. Komunizm, szczególnie w wydaniu stalinowskim, nie tolerował zachodnich fanaberii, również w odniesieniu do rzeczy powszechnego użytku – takich jak ubrania. Dlatego bardzo często strój roboczy pojawia się jako ten najbardziej pożądany. Warto w tym miejscu zaznaczyć pierwszy paradoks w opowieści o dżinsach (jeans poddał się spolszczeniu na dżins) w PRL.

































































































